Minął rok od kiedy zamówiłam swoją pierwszą lalkę. To dużo czasu, wiele się zmieniło przez te dwanaście miesięcy. Zrozumiałam jak wiele frajdy sprawia mi projektowanie i szycie. Przy robieniu zdjęć wyrobiłam sobie nawyk dbania o najdrobniejsze szczegóły. Pokochałam lalki i znalazłam wreszcie pasję, która pochłonęła mnie w całości.
Dzięki uprzejmości Fraill wiem,że moja przygoda z MSD kończy się na tym co posiadam. No, chyba że Soom zrobi coś co mnie zachwyci w tym rozmiarze ;)Miałam możliwość goszczenia u siebie kilka jej lalek formatu SD. Teraz wiem, ile radości sprawia taki klocek żywicy. Lubię moich chłopców,ale właśnie, to są chłopcy. Odpowiadają wiekowo 13-14 latkom. A SD ma rysy twarzy i ciało dorosłej osoby, bardziej mnie to przyciąga i fascynuje.
Dzięki Fraill mogłam również przez jakiś czas cieszyć się Chromem we własnym domu. Uwielbiam ten aspekt dollfowania, znamy się na tyle by zaufać sobie i "wypożyczyć" lalkę na kilka dni. Dzięki temu przed podjęciem decyzji o zakupie można dany model przetestować w domowym zaciszu. Ta opcja znacznie mi pomogła i teraz wiem, że własny Chromacz to lalkowy wydatek nr jeden na najbliższe kilka miesięcy.
A na koniec najważniejsze. Przez ten miniony rok od kiedy zamówiłam Borysia moja gromadka rozrosła się do sztuk trzech. Nie wiem kiedy to się stało, nie wiem jak. Wiosną spontanicznie zakupiłam soomowego kociaka, miesiąc temu dotarło ciałko dla Virgila (też kupione pod wpływem impulsu, ale zdobycie soomowego ciałka na rynku wtórnym graniczy z cudem, to fakt ten mnie rozgrzesza...).
Niestety, długo moją gromadką się nie nacieszyłam. Bory już od czerwca mnie powoli zaczynał irytować. W firmowym makijażu jest nijaki, jest poprawny, ale mdły. Na braci od początku miałam pomysł, są w 100% wymyśleni przeze mnie. Riskal nawet do końca nie otrzymał zaplanowanej stylizacji... Jego ciałko przy kociakach jest kanciaste i przytłaczające, bracia przy nim to wiotcy, smukli chłopcy, Boryś taki nie jest. Długo się wahałam przed podjęciem tej decyzji. Na zmianę chciałam go sprzedać by po chwili spojrzeć na tą smutną minkę i stwierdzić,że to nie czas. Dopiero goszczenie Chroma ułatwiło mi podjęcie decyzji. Nadal lubię mojego lutsowego chłopca, ale nie jest to już takie lubienie jak na początku. Trzymanie go z sentymentu też mija się z celem- po co ma się kurzyć skoro przestał wychodzić mi dobrze na zdjęciach.
Trochę mi smutno, ale kiedyś musiał nastąpić moment sprzedaży pierwszej lalki i chyba każdy w tym hobby przeżywa coś podobnego w takiej sytuacji. Może ktoś inny go pokocha a mnie przybliży to do zrealizowania największego lalkowego marzenia...
-
Ayu&Ana:
Pokaż wszystkie (1) ›